RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

To co wczoraj sie wydarzyło, było to coś co mocno mną wstrząsneło..Przez takiego jednego zawodnika, następny może już nigdy nie zagrac żadnego spotkania. Nie wiadomo, czy Marcin Wasilewski wróci do profesjonalnej piłki. Choc znajac jego upór i determinację można byc pewnym, że będzie walczył o to by jeszcze kiedykolwiek zagrac na swoim poziomie. Wasyl to piłkarz bardzo waleczny, grający twardo ale fair. Nie tak jak Witsel, który takim jednym 'zagraniem' może skończyc karierę. Nie wiem jak to określic. Brutalne, ostre wyjście to za mało. Podwójne złamanie kości strzałkowej i piszczelowej, prawdopodobnie zerwanie więzadeł krzyżowych i 3 operacje. Przecież tak niedawno Eduardo równiez zostal brutalnie zaatakowany. To nie jest ostra gra, z pewnością nie można tak tego nazwac. Każdy piłkarz, który decyduje się na takie wejście, musi wieciec, że może zrobic krzywdę drugiemu. To nie był wślizg czy walka o piłkę. To było zagranie z premedytacją, co dokładnie można zobaczyc na powtórce całego zdarzenia. To był atak, który powinien zostac potępiony. Jeśli się ogląda mecze, w których dzieją się takie rzeczy to...ehh..szkoda gadac..coś takiego z pewnościa nie powinno miec miejsca. Witsel powinien zostac zdyskwalifikowany dożywotnie. Wiem, że to raczej nie jest mozliwe, ale to co niektórzy robia przechodzi ludzkie pojęcie. Powinien nie grac w piłkę do tego czasu, jak Marcin wyzdrowieje i bedzie mógł zagrac. A prędko to nie nastąpi...na pewno nie zagra juz w tym sezonie. Na razie nie wiadomo czy w ogóle będzie mógł grac...To jest z pewnościa koszmar Wasilewskiego, kibiców Anderlechtu i Reprezentacji Polski. Przecież to był nasz podstawowy zawodnik! Walczak, który nawet jak nie szło, mobilizował wszystkich do walki do ostatniego gwizdka sędziego. Bardzo jest mi szkoda Marcina i ogromnie mu współczuje. Ja i z pewnością wszyscy kibice będą mu kibicowac, by doszedł do pełnej sprawności. A żeby Witsel nie zagrał juz w tym sezonie...powinien dostac dużo czasu na przemyślenie tego co zrobił...

Trzymaj się Marcin..!

 

środa, 19 sierpnia 2009

Skanldal. Wstyd, zażenowanie...tak powinni się czuc Niemcy po wczorajszej dekoracji naszych tyczkarek. Czy to była dekoracja mistrzostw świata?  Chyba nie. Na pewno nie... To co wczoraj się wydarzyło to było jedno wielkie nieporozumienie. Najperw Monikę Pyrek wyczytali jako brązową a nie srebrna medalistkę. Dobra, niecodzienna sytuacja, że nie ma zdobywczyni brazowego medalu tylko sa dwa srebrne. Ale do jasnej cholery, czy to ich usprawiedliwia? Zdecydowanie nie. Oglądałam dekorację na czeskiej telewizji i na początku nie usłyszałam o co chodziło. Wyczytują Monike a ta rozkłada ręce, kiwa glową, nie chce wyjsc na podium. Ja nie wiem co bym w takim momencie zrobiła. Chyba bym sie popłakała zrobiła w kierunku organizatorów 'gest Kozakiewicza' i poszła sobie. W tym samym momencie kolega pisze mi czy widziałam jak Niemcy się ośmieszyli. Na początku myślała, że może powiedzieli, ze z innego kraju pochodzi Monika albo coś takiego. Jak sama później mówiła, Niemcy zepsuli jej jeden z najpiękniejszych momentów w jej życiu. Potem przepraszali i naprawili swój błąd, po wręczeniu wszystkich medali. Tak mi było żal Moniki. Ryczała na podium jakby to była jedna z największych porażek w jej życiu. A czy tak powinno byc? Sportowiec posięca całe swoje życie by takie chwile kiedys nastąpiły. I co? Przez takich nieudaczników zrobiła sie taka niezręczna sytuacja. A co było później? Jeszcze większe zażenowanie i porażka na całej linii organizatorów. Nie dosc, że dali jej medal Chelsea Jonnson to na koniec kazali jej swój medal odesłac bo nie był oryginalny. Dlaczego? Nie było tam tyczkarki oraz imienia i nazwiska. Meli całe 24 h by to zrobic. Wygrawerowali imiona i nazwiska dwóch zawodniczek to czemu nie zrobili normalnego medalu dla innej? W czym Monika jest gorsza od Amerykanki? Niczym. Jest od niej lepsza. Ma trzy medale mistrzostw świata i europy. A Ona? Do tej pory nie miała nic. Później tylko w TVP Sport można bylo zobaczyc tę całą sytuacje, jak wymieniają sie medalami. Szok i kompromitacja na całej linii. Dostała medal z innej konkurencji. Ale organizatorzy powinni byc przygotowani na taka sytuację. Tym bardziej, że w wielu konkurencjach prowdopodobne było to iż dwie zawodniczki mogą osiągnąc taki sam rezultat. Czy to jest sprawiedliwe? Sprawiedliwosc sprawiedliwoscią ale kurcze...Mistrzostwa Świata to nie są mistrzostwa powatowe. Nie moge zrozumec jak mogli zrobic cos takiego. Skandal na całej linii. Ta ceremonię oglądało miliony ludzi na całym świecie i oczywiście w Polsce. Ta sprawę powinny nagłośnic wiele zagranicznych mediów. Może to troche zabużyłoby stereotyp o niemieckiej dokładności. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że Monika jest wicemistrzynia świata. Pokonała wielką Isinbajewą. Obie nasze dziewczyny są wielkie! Obie pokazały, że Polka potrafi;) Jak już pisałam, jestem z nich dumna. Ogromnie sie cieszę ich sukcesem. Sukcesem całej Polski. Bo 29 lat temu na IO w Moskwie zdarzyła się taka sytuacja by dwoje Polaków stanęło na najwyższych stopniach podium.

DZIEWCZYNY JESTEŚCIE WIELKIE!!!!!!!!

 

wtorek, 18 sierpnia 2009

Wczorajszy wieczór..hmm...amazing;D To co sie wczoraj stało przeszło moje najmniejsze oczekiwania. I pewnie nie tylko mnie ale i kibiców, dziennikarzy i przeróżnych mediów, zawodników i zawodniczki na całym świecie. Kapitalne emocje. Z zaskakującym happy endem. Ania Rogowska mistrzynią świata!! Monika Pyrek na drugim miejscu! Czy moglo byc jeszcze piękniej? Nie! Dwa najcenniejsze medale dla naszych dziewczyn i dla Polski. Cos niesamowitego. Długo nie mogłam to uwierzyc...Myślałam, jak wszyscy, że walka będzie tylko o srebro i brąz, że Isinbajewa wciągnie wszystkim nosem i tyle bedzie emocji. Ania Rogowska w pierwszej próbie zaliczyła 4.75 już wiedziłam, że minimum srebro będzie. Później Murer nie skoczyła i było wiadomo, że będą dwa medale. Ale, że złoty? Yelena w pierwszej próbie tylko się przebiegła po rozbiegu i nawet nie próbowała wyskoczyc w górę. Pojawiły sie pierwsze nerwy, wiedziała, że Ania juz zaliczyła i musi skoczyc dużo wyżej by miec złoto. Przeszła na 4.80. Wtedy pomyślałam, że jak druga próba znowu będzie nieudana prawdopodobnie bedzoe złoto. Rosjanka nigdy nie była w takiej sytuacji, nigdy nie miała konkurencji. Teraz bardziej przeszkadzały jej myśli, że teraz jej się może nieudac, ze jak nie skoczy to będzie po niej itp. Nie skoczyła. Ja jak na szpilkach siedze przed telewizorem i czekam na ostatni skok 'carycy tyczki'. Różne mysli chodziły mi po głowie. Ze Ona jest taką super zawodniczką, że może sie to jeszcze wszystko odwrócic. Jest, wreszcie ostatni skok, po którym wszystko będzie jasne! Niepewnosc w oczach Rosjanki, jakby mogła to pewnie przed startem by się rozpłakała.  Rusza. Twarde nogi, sztywna sylewtka a w mojej głowie tylko jedno. Boże, żeby nie skoczyła. I co ? I okrzyk radości na cały dom! ZŁOTO DLA ANI, SREBRO DLA MONIKI!!!! Ania w uścisku z Moniką, Isinbajewa zapłakana. Super dzień, jeden z najlepszch w ostatnich latach w polskiej lekkoatletyce. Ania w uścisku z maskotką mistrzostw, chyba z nikim się tak nie wyściskał ten facet przebrany za maskotkę;). Później dwie Polki w centrum uwagi, dwie polskie dziewczyny z polskimi flagami biegnące wokół stadionu. Coś niesamowitego. Nikt się tego nie spodziewał. Gdyby ktoś mi powiedział, że Ania Rogowska zdobędzie złoto a srebro Monika Pyrek kazałabym mu się puknąc w czoło. Ale właśnie dla takiego widowiska dla tego wspaniałego sukcesu, warto wierzyc i byc kibicem. Zobaczyc dwe reprezentantki Polski na najwyższych stopniach podium? Super, niezapomniane emocje. Jak ktos to powiedział. Pokonac wielką Rosjąnkę, której już wieszano złoty medal na szyi, i to jeszcze w Niemczech? Bezcenne;). Niespodzewany sukces smakuje najlepiej. Bo jeśli np. Majewski jest murowanym faworytem, głównie przez media, do złota a później zdowywa srebro to wszyscy czują niedosyt. Ale gdy wszyscy chcą by tylko jedna chociaż zdobyła medal, a później zdobywają złoto i srebro to jest niesamowita niespodzianka. Gdy pokonywaliśmy faworyzowaną Portugalię, czy Czechy na stadionie Śląskim zapadała euforia bo mało kto sie tego spodziewał. Gdy przegrywaliśmy z Irlandią Płn. czy Słowacją już tak wesoło nie było. Dlaczego? Bo faworyci nie zawsze wygrywają, bo sport jest nieprzewidywalny. Niespodzianki są dużo piękniejsze niż spodzewane zwycięstwa. Gdyby Yelena wygrała nie byłoby wielkiego szumu, co drugo zwróciłby na to uwagę, a w mediach pewnie by o tym tylko wspomniano. Ania Rogowska sprawiła niespodziankę i nikt o niczym innym nie mówi jak o pokonaniu przez naszą zawodniczkę murowanej, faworyzowanej, jedynej kobiecie która skoczyła powyżej 5m. I niech mi ktoś powie, że sport nie jest piękny. Siadajac przed telewizorem na stadionie, czy śledząc poprostu wynik w internecie nikt nogdy nie jesy pewny ostatecznego wyniku meczu, kolejności na mecie. Za to kocham sport, za te emocje, które za każdym razem nam towarzyszą. Jeszcze raz brawa dla naszych dziewczyn. To co zrobiły wczoraj to coś niesamowitego! BRAWO ANIA!!! BRAWO MONIKA!! BRAWO POLSKA! W takich chwilach jestem dumna, że jestem Polką, że moje barwy są biało-czerwone...

 

 

a teraz ide na dekrację naszych pań;) trzeba posłuchac Mazurka Dąbrowskiego;)

czwartek, 06 sierpnia 2009

Wczoraj na Old Trafford odbył się towarzystki mecz pomiędzy Manchesterem United a Valencią. Mecz stał na dobrym poziomie. Było sporo sytuacji podbramkowych po obu stronach. Pierwsza połowa zdecydowanie zależała do United. Zagrażała bramce Valencii ale nie potrafiła wych sytuacji wykorzystac. Nie był to zdecydowanie dzień Michaela Owena. Super sie odnajdywał na boisku, stwarzał sobie klarowne sytuacje ale nie potrafił ich wykorzystac. Nie postawił tej przysłowiowej kropki na i. Foster, który pod nieobecność VDS, który przeszedł operację prawej ręki,  nie miał praktycznie nic do roboty. była poprzeczka po strzale jednego z gracz i nie wykorzystana sytuacja po rzucie rożnym ale to wszystko. Manchester miał przewagę. Lepiej rozgrywał piłkę, szczególnie w środku pola. De Laet zagrał fajne zawody. Tak samo ja Rooney i Cleverley, czyli strzelcy bramek dla United.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o kapitalnym występie Tomka Kuszczaka. Wszedł na początku drugiej połowy i pokazał, że to on powinien zastąpi VDSara przez te dwa miesiace. Zaraz po wejściu na boisko miał świetną, kapitalną interwencje. Słyszałam tylko 'what a save by Kuszczak, fantastic, brilianty, amazing save'. Takie słowa słyszałam od angielskich komentatorów. Z bliskiej odległości, po dosrodkowaniu z lewej strony uderzał zawodnik Valencii a Tomek kapitalnie przeniósł piłkę nad poprzeczką. Foster w takiej sytuacji by się tylko przyglądał i rozkładał ręce. Tomek ma ta nieprawdopodobny refleks, że trudno to opisac . Później miał jeszcze jedną świetną interwencje po strzale Silvy. SAF po meczu w wywiadzie dla MUTV powiedział, że Tomek zagrał świetnie, nie tylko dzisiaj ale także z Boca Juniors. Na pytanie czy zagra z Chelsea o Tarczę Dobroczynności odpowiedział: 'we will see'(uśmiech;). Więc jest szansa na jego występ. Na pewno na to zasługuje. Pokazał, że jest świetny i że marnuje sie na ławce. Jeśli na mecz z Chelsea w podstawowej to strace szacunek do Fergusona. Zawsze uznawałaam go za człowieka, który wystawia najlepszą jedenastkę. Nie bał się posadzic na ławce wielką gwiazdę, gdy ktoś był od niej lepszy. Tomek od Fostera jest lepszy a to, że angielscy kibice i media chcą go wypromowac, bo gra w najlepszym lubie na świecie to ich problem. To, że nie maja klasowego bramkarza, tylko takich którzy sa słabi to ich problem. SAF nigdy nie sawał się zmanipulowac przez media. Jeśli ktos był lepszy to poprostu na niego stawiał. Teraz tak nie jest. Przynajmniej w przypadku bramkarzy. Czy to kto stanie w bramce decyduje kto z jakiego kraju pochodzi? Nie tak byc powinno. Foster to bardzo przeciętny bramkarz i pokazał to praktycznie  w każdym meczu. W ilu meczach w bluzie United zagrał dobrze?( oprócz fianłu CC. wyjątek potwierdza regułę)? chyba sami widzicie, że nie zasługuje na grę w tak wielkim klube. Liczę, że SAF zrozumiał jaki talent siedzi na jego ławce i Tomek zagra w meczu z Chelsea a później w innych najważniejszych meczach. Życzę mu tego bardzo. Pozdro dla Tomka! Pokazałeś, że na to zasługujesz! Walcz a SAF w końcu straci cierpliwosc do Bena'wszystkie angielskie gazety mnie kochają' Fostera.

poniedziałek, 03 sierpnia 2009

Polskie reprezentantki wygrały wczoraj (niedziela) z Japonią, w turnieju WGP. warto zaznaczyć, że Polki we wszystkich turniejach WGP rozgrywanych w Polsce nie wygrał jak dotąd żadnego meczu(!). Na szczęscie po porażce z Tajlandią a następnie z Holandią nasze 'Złotka' nie dały szans Japonii wygrywając 3:0. Mecz stał na dobrym poziomie, przede wszystkim nasza gra wygladała duż olepiej niż np. z Tajlandią. Może Tajki i Holenderki miały lepszą zagrywkę? Może troche. To nie zmienia jednak faktu, że nasze dziewczyny przyjmowały nie za dobrze i to później odbijało się na dalszej grze. Jak nie ma dobrego przyjęcia to nie można zagrać krótkiej, łatwiej rywalkom ustawić blok, obronę. W piątek i w sobote brakowało mi takiej agresji w grze. Dziewczyny walczyły bardzo, szczególnie w obronie ale nie umiały tego wykorzystać. Zamiast walnąć z całej siły na kontrze to kiwały, co rywalki wykorzystywały. Ryzyko jest ważne. Bez ryzyka w trudnych sytuacjach moża wiele stracić. To ryzyko na kontrach, przy nienajlepszym przyjęciu, Polki podjęły wczoraj i ta gra całkiem inaczej wyglądała. Uwijały się w obronie jak nie wiem co, późnie z trudnej piłki uderzyły mocno, obiły blok i to w dużej mierze dodało im wiary. Pojawił się wtedy uśmiech na ich twarzach. Gdy się wygrywa trudne akcje, to zawsze sie pojawia uśmiech, większa pewność siebie. Teraz nasza reprezentacja jedzie do Azji na kolejny turniej World Grand Prix. Tam zagramy z Chinami, Brazylią i ponownie z Tajlandią. Dwa zwycięstwa wywiezione z tamtąd będą dużym sukcesem. Z Tajkami powinnyśmy wygrać, z Chinami powalczyć o zwycięstwo a z Brazylią...hmm...zobaczymy;) Ja wierzę w nasze dziewczyny niezależnie od tego czy wygrywa czy nie. Nie mam zamiaru ich krytykować, bo to możemy zrobić tylko gdy coś (odpukać) nie wyjdzie na ME. Awans na MŚ już mamy. Teraz najważniejsze są Mistrzostwa Europy w Polsce a nie WGP!To, że przegrywamy teraz nie będzie miało żadnego znaczenia jeśli zdobędziemy medal na ME! Holenderki w 2007 roku wygrały cały turniej żeńskiego odpowienika Ligi Światowej i co? I Uznawane za faworytki do tytułu Mistrza europy poległy na całej linii. Chyba nie tego chcemy...Dajmy im trenować. Matlak wie co robi. Forma ma być na ME. One najbardziej potrzebują spokoju. Przez tych wszystkich pseudo znawców, krytyków, dziennikarzy Dorota Świeniewicz nie wytrzymała presji i krytyki pod jej adresem i zakończyła reprezentacyjną karierę. Fakt, teraz nie grała najlepiej ale miała dojść do formy sprzed lat na ME! Ale zostawmy już to wszystko bo gorzej już być chyba nie może. Teraz kiedy mamy mnóstwo kontuzji i bardzo krojony skład nie możemy wiele wymagać. Dziewczyny mają świadomość, że wszyscy chcemy sukcesu, by zawsze wygrywały itp. Ale one nie wychodzą na parkiet by przegrać, by otrzymać najłagodniejszy wymiar kary. Chcą wygrywać. I jeśli dobrze, przede wszystkim w spokoju, przepracują ten okres do ME, to będziemy mieli z nich pociechę na przełomie września i października;).