RSS
poniedziałek, 28 grudnia 2009

Na ten mecz czekałam bardzo długo. Ten mecz mógł mógł znacznie oddalić nas od obrony tytułu mistrzowskiego. Mogł też sprawić, że na ostatniej prostej będziemy mieli bardzo realne szanse na 'majstra'. Oczekiwanie na rozpoczęcie meczu w niedzielne, późne popołudnie doprowadzało mnie do szału. Przecież od tego meczu zależało bardzo dużo. Mecz z Legią Warszawa na Reymonta. Wiślacy grali z nożem na gardle. Musieliśmy ten mecz wygrać. Dochodziła godzina 17, stadion powoli się wypełniał. Już było czuć mobilizację wśród innych ludzi na stadionie. Zaczęły się chóralne śpiewy, każdy dawał z siebie wszystko. Tego samego oczekiwaliśmy od naszych piłkarzy. Każde kopnięcie piłki mocno przeżywałam. Tak bardzo chciałam, by trzy punkty zostały w Krakowie. Po bramce Marcelo myślałam, że oszaleję. Wszyscy na trybunie D tak skakali, a ja razem z nimi. O mało nie spadłam nawet na sam dół;). To się jednak nie liczyło. Teraz najważniejsze było dotrzymać ten wynik do końca. Tak się stało i wygraliśmy! Śpiewaliśmy, cieszyliśmy się jakbyśmy zdobyli już mistrzostwo.

 

Po tym meczu wiedziałam, że tytuł zostanie na Reymonta. Po tym zwycięstwie wiedziałam, że nic i nikt nie stanie nam na drodze, by ponownie zdobyć mistrzostwo Polski. To był wspaniały mecz, kluczowe spotkanie, które naszym piłkarzom dodało wiary i energii. Wiślacy uwierzyli w ten tytuł i Wisła ponownie była mistrzem. Ale czy to kogoś dziwi? Nie powinno;) Przecież jesteśmy najlepsi i żaden Lech, czy Legia nam nie podskoczy:)! Teraz też jesteśmy na dobrej drodze, by trzeci raz z rzędu triumfować w polskiej lidze.

 

Rok 2009 był dobry, ale mogło być o wiele lepiej. Do szczęścia brakło nam sukcesu w Europie. Zamiast tego, był blamaż.. Chciałabym, by ten przyszły rok był w tym aspekcie o wiele, wiele lepszy. By okna transferowe były bardziej owocne. Mam przeczucie, że rok 2010 będzie pasmem samych sukcesów podopiecznych Macieja Skorży. Na pięknym stadionie, wśród 30 tysięcy fanatycznych kibiców, nie może być inaczej;).

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Wszyscy mieliśmy nadzieję, że w końcu awansujemy do Ligi Mistrzów lub chociażby do Ligi Europy. II faza eliminacji do tych elitarnych rozgrywek- Levadia Tallin. Nikt nie myślał, że mistrz Estonii sprawi Wiśle jakiekolwiek problemy. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Pierwszy mecz to fatalna skuteczność. Po golu dla gości myślałam, że teraz to Wiślacy tak zaatakują, że awans będzie już praktycznie pewny. Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Jeszcze rozszalała się taka burza nas Sosnowcem, że wszyscy na stadionie byli przemoknięci a TV4 nie transmitowała drugiej połowy. Tak jakby niebo płakało nad grą Białej Gwiazdy. Po golu Ćwielonga chciałam tylko by ten mecz był zwycięski. Jeszcze jeden gol by mnie i wszystkich innych satysfakcjonował. Tak się jednak nie stało. Mecz skończył się wynikiem 1:1. Nie był to dla nas dobry rezultat. Ale liczyłam, że nasi się otrząsną i do Tallina pojadą tak zmotywowani, że Levadia nie będzie istaniała na boisku. Teraz nazwa Levadia Tallin długo zostanie w mojej pamięci. Tak bardzo chciałam, by Wiślacy przeszli do kolejnej rundy, jak chyba nigdy wcześniej. Przed 90 minut siedziałam przed komputerem(bo nie było relacji telewizyjnej) i zaciskałam za nich kciuki. Po tym jak Levadia strzeliła bramkę puściły mi nerwy, wszystkie emocje wylały się razem z łazmi. Nigdy nie płakałam po meczu. Nigdy. A wtedy czułam, że Wisła zaprzepasciła wielką szansę, że nie zrobiła wszystkiego, by ten mecz wygrać. Z jednej strony byłam wściekła, z drugiej mega zrezygnowana. Starałam się ich zrozumieć. W zawód piłkarza wpisane są różne porażki, te niechlubne i te, o które nikt pretensjii nie ma. Przecież dla piłkarzy to ogromna szansa na zaprezentowanie się wielkim klubom. Na pewno chcieli wypaść jak najlepiej. Ale dlaczego zagrali bez zaangażowania? Dlaczego nie gryźli trawy, by wygrac ten mecz dla siebie i kibiców? Rózne pytania rodziły się w głowie. Teraz już o tym nie myślę. Trzeba zapomnieć o tym blamażu i walczyć w lidze, zdobyć mistrzostwo i pokazać niedowiarkom, że Wisła może awansować do Champions League. Trzeba zrobić wszystko, by na nowy stadion przyjeżdżały europejskie potęgi. Wierzę w to mocno i chciałabym, by rok 2010 był pasmem samych sukcesów. Także na arenie europejskiej, bo chyba tylko tego Wiślakom najbardziej brakuje.