RSS
czwartek, 18 marca 2010

Maciej Skorża- od prawie trzech lat zasiadał na ławce trenerskiej Wisły. Były chwile radości i prawdziwej euforii, były mecze, po których wypadało tylko ukryć twarz w dłoniach. W opinii wielu to właśnie on jest najlepszym trenerem w Polsce. Ja w pełni zgadam się z tą opinią. Jest młody, cały czas się uczy. Wcześniej świetnie prowadził Groclin Grodzisk Wielkopolski. Zaowocowało to propozycją od Bogusława Cupiała. To właśnie on miał wyciągnąć Wisłę z głębokiego kryzysu. Przecież w sezonie 2006/07 zajęliśmy dopiero 8 miejsce w lidze. To on miał sprawić, by nasz zespół znowu był najlepszy w Polsce. Zrobił to. Zbudował z samych indywidualności zespół. Piłkarze stworzyli z trenerem prawdziwy kolektyw. Co się stało w pierwszym sezonie z trenerem Skorżą na ławce chyba każdy wie. Zmiażdżenie, wręcz ośmieszenie rywali. Mistrz Polski z gigantyczną przewagą nad resztą stawki. W europejskich pucharach mieliśmy pecha, bo po wyeliminowaniu Beitaru Jerozolima trafiliśmy na Barcelonę i Tottenham. W tych meczach jednak pokazaliśmy charakter, fajną grę na europejskim poziomie. Nie każdy mógł się pochwalić, że pokonał wielką Dumę Katalonii. Wisła ze Skorża tego dokonała.

 

Kolejny sezon nie układał się jednak tak jak należy. Kilka remisów i na wiosnę mieliśmy 5 pkt straty do Lecha. Jednak upór zawodników i naszego treneiro sprawił, że pomimo kilku kontuzji i sporej straty znowu zdobyliśmy majstra. Media już wieszali na Skorży psy, mówili, że Cupiał zatrudni nowego szkoleniowca. Kibice zawsze stali za nim murem. Zawsze. Nawet po kompromitacji z Levadią pamiętam jak na meczu z Ruchem razem ze wszystkimi skandowaliśmy imię i nazwisko Macieja Skorży. To było coś niesamowitego. Sam Maciek wielokrotnie powtarzał, że nie spodziewał się, że kibice bez względu na wszystko będą chcieli, by to on dalej był trenerem ich ukochanej drużyny. Ja też wielokrotnie byłam wkurzona na to, że wystawiał ciągle Pawełka w bramce, o to, że dalej stawiał na kogoś, kto słabo się spisywał. Ale zawsze w niego wierzyłam. Przecież za każdym razem potrafił zrobić coś z tą drużyną, wskrzesic ją. Gdy w Tallinie nasi piłkarze pokazali jak można się skompromitować przed całą Polską, ja wierzyłam w to, że w lidze będzie inaczej, że po raz kolejny zgarniemy mistrzostwo. Wierzyłam w Skorże. Chciałam, żeby to on mimo wszystko dalej prowadził naszą drużynę. Nie ma wielkiego doświadczenia, ale przecież człowiek uczy się na błędach. Po odpadnięciu z Ligi Mistrzów, gdy Cupiał zostawił go na stanowisku, myślałam, że w końcu mamy trenera na lata. Na długie lata. Drużynę buduje się latami, dobiera się do tego odpowiednich ludzi. Myślałam, że Cupiał w końcu da trenerowi wolną rekę by zbudował potęgę. Nie tylko na polski warunki, bo taką już jesteśmy.

 

'Boguś' ciągle czeka na Champions League. A w rok czy dwa nikt nie zbuduje drużyny, która z powodzeniem będzie walczyć na poziomie europejskim. Jestem pewna, że Maciej Skorża był taką osobą, która mogłaby tego dokonać. Z nim na ławce trenerskiej mogliśmy zrobić wiele. Dziś już wiem, że nie zrobi nic. Nie zrobi, bo nie dostał szansy spokojnego budowania zespołu. Ktoś mi teraz powie, że źle przygotował zespół do piłkarskiej wiosny, że coś zrobi nie tak, iż Wisła w trzech pierwszych meczach na wiosnę nie strzeliła gola  i zdobyła zaledwie punkt. Ale takie rzeczy się zdarzają. Według mnie to jest wina także piłkarzy. Przecież to oni biegają po boisku, to oni bronią, podają, strzelają. Trener nie wyjdzie na boisko i im nie pomoże. Manchester United pod wodzą Fergusona nie zawsze grał tak jak tego życzyliby sobie kibice i właściciele. Nie zawsze zdobywali mistrzostwo, bywały lata bez żadnego trofeum. Mimo to, wszyscy ufali mu bezgranicznie.

 

Chciałam, żeby Skorża był takim polskim Sir Alexem Fergusonem. Chciałam, by prowadził Wisłe długo, bardzo długo. Tak jak wcześniej pisałam, jest młody, każdy mecz to dla niego nowe doświadczenie, nowe wyzwanie. Myślałam, że zostanie z nami przynajmniej do końca sezonu, zdobędzie mistrza, a Cupiał wraz z radą nadzorczą zaproponują mu przedłużenie kontraktu. Może jeszcze kiedyś wróci do Wisły? Nie zaprzeczam, że bardzo bym chciała. Szkoda, że ta przygoda Macieja Skorży z Wisłą już się skończyła. Bardzo go lubiłam i szanowałam. Zresztą dalej tak jest. To już jednak jest historia. Zamknięta karta w historii Wisły i samego trenera. Do Wisły wrócił Henryk Kasperczak. Ten który jeszcze niedawno był na wojennej ścieszce z Cupiałem który sądził się z Wisła, by ta wypłaciła mu duże pieniądze. Fakt, Wisła 'Henrego' grała pęknie, widowiskowo, chyba nikt nie zapomni o wygranych z Schalke, Saragossą czy Parmą. On jednak tak samo miał chwile, które chwały nam nie przynoszą. Porażki z Valenegrą Oslo czy Dynamem Tibilisi były tak samo wielką kompromitacją. Teraz znowu wchodzi do tej samej rzeki. Jednak Wisła to już nie ta sama drużyna. Nie ma już Żurawskiego, Frankowskiego, Szymkowiaka, Kosowskiego, Baszczyńskiego czy Kuźby. Nie jestem pewna, czy Cupial dobrze zrobił zatrudniając go ponownie. Na początku miałam mieszane uczucia. W sumie długo to do mnie nie docierało. Spodziewałam się każdego, a Kasperczak nawet przez myśl mi nie przeszedł. Żałuję, że Skorża nie został na stanowisku pierwszego trenera mojej kochanej Wisełki. Ja, jak i wszyscy kibice z pewnością darzyli dużą sympatią byłego już szkoleniowca. Tak naprawdę czy to była dobra decyzja, okaże się po sezonie. Zobaczymy jak Skorża będzie radził sobie w innych klubach, bo w mojej opinii, najlepszy trener w Polsce, nie powinien miec problemów ze znalezieniem nowego pracodawcy. Tylko mam nadzieję, że nie będziemy w przyszłości tego żałować. Że Maciej Skorża, który przyjmijmy trafia z początkiem sezonu do Legii czy Lecha i zdobywa z którąś z tych drużyn zdobędzie tytuł i awansuje do europejskich pucharów. Nie chciałabym, by w przyszłości kibice Wisły wraz ze mną żałowali odejścia Macieja Skorży, tak jak to jest w przypadku Dana Petrescu.

Ze swojej strony chciałam panu Mackowi bardzo podziękować za te trzy lata, za wszystkie emocje, które wraz z piłkarzami nam dostarczył. Najbardziej zapamiętam oczywiście pokonanie Barcelony na Reymonta. To było coś niesamowitego. Nie będę pamiętać tych gorszych chwil. Czuję wielki smutek, z powodu odejścia trenera, którego darzę tak duża sympatią. Mam nadzieję, że nie zobaczę go na ławce trenerskiej Legii czy Lecha. Jestem pewna, że Wisła nadal będzie zajmowac w sercu Skorży dużo miejsca i jeszcze nie raz zobaczymy się na Reymonta. Najbliższą okazją do spotkania się z nami, kibicami będzie feta na Rynku, która mam nadzieję się odbędzie. Jeśli obronimy tytuł, będzie to jego duża zasługa a on będzie bawił i cieszył się razem z nami z kolejnego mistrzostwa. To on prowadził zespół w większości spotkań, to on przygotowywał zespół do sezonu, jak i do rundy rewanżowej. Panie Maćku! DZIĘKUJĘ!

 

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Na ten mecz czekałam bardzo długo. Ten mecz mógł mógł znacznie oddalić nas od obrony tytułu mistrzowskiego. Mogł też sprawić, że na ostatniej prostej będziemy mieli bardzo realne szanse na 'majstra'. Oczekiwanie na rozpoczęcie meczu w niedzielne, późne popołudnie doprowadzało mnie do szału. Przecież od tego meczu zależało bardzo dużo. Mecz z Legią Warszawa na Reymonta. Wiślacy grali z nożem na gardle. Musieliśmy ten mecz wygrać. Dochodziła godzina 17, stadion powoli się wypełniał. Już było czuć mobilizację wśród innych ludzi na stadionie. Zaczęły się chóralne śpiewy, każdy dawał z siebie wszystko. Tego samego oczekiwaliśmy od naszych piłkarzy. Każde kopnięcie piłki mocno przeżywałam. Tak bardzo chciałam, by trzy punkty zostały w Krakowie. Po bramce Marcelo myślałam, że oszaleję. Wszyscy na trybunie D tak skakali, a ja razem z nimi. O mało nie spadłam nawet na sam dół;). To się jednak nie liczyło. Teraz najważniejsze było dotrzymać ten wynik do końca. Tak się stało i wygraliśmy! Śpiewaliśmy, cieszyliśmy się jakbyśmy zdobyli już mistrzostwo.

 

Po tym meczu wiedziałam, że tytuł zostanie na Reymonta. Po tym zwycięstwie wiedziałam, że nic i nikt nie stanie nam na drodze, by ponownie zdobyć mistrzostwo Polski. To był wspaniały mecz, kluczowe spotkanie, które naszym piłkarzom dodało wiary i energii. Wiślacy uwierzyli w ten tytuł i Wisła ponownie była mistrzem. Ale czy to kogoś dziwi? Nie powinno;) Przecież jesteśmy najlepsi i żaden Lech, czy Legia nam nie podskoczy:)! Teraz też jesteśmy na dobrej drodze, by trzeci raz z rzędu triumfować w polskiej lidze.

 

Rok 2009 był dobry, ale mogło być o wiele lepiej. Do szczęścia brakło nam sukcesu w Europie. Zamiast tego, był blamaż.. Chciałabym, by ten przyszły rok był w tym aspekcie o wiele, wiele lepszy. By okna transferowe były bardziej owocne. Mam przeczucie, że rok 2010 będzie pasmem samych sukcesów podopiecznych Macieja Skorży. Na pięknym stadionie, wśród 30 tysięcy fanatycznych kibiców, nie może być inaczej;).

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Wszyscy mieliśmy nadzieję, że w końcu awansujemy do Ligi Mistrzów lub chociażby do Ligi Europy. II faza eliminacji do tych elitarnych rozgrywek- Levadia Tallin. Nikt nie myślał, że mistrz Estonii sprawi Wiśle jakiekolwiek problemy. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Pierwszy mecz to fatalna skuteczność. Po golu dla gości myślałam, że teraz to Wiślacy tak zaatakują, że awans będzie już praktycznie pewny. Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Jeszcze rozszalała się taka burza nas Sosnowcem, że wszyscy na stadionie byli przemoknięci a TV4 nie transmitowała drugiej połowy. Tak jakby niebo płakało nad grą Białej Gwiazdy. Po golu Ćwielonga chciałam tylko by ten mecz był zwycięski. Jeszcze jeden gol by mnie i wszystkich innych satysfakcjonował. Tak się jednak nie stało. Mecz skończył się wynikiem 1:1. Nie był to dla nas dobry rezultat. Ale liczyłam, że nasi się otrząsną i do Tallina pojadą tak zmotywowani, że Levadia nie będzie istaniała na boisku. Teraz nazwa Levadia Tallin długo zostanie w mojej pamięci. Tak bardzo chciałam, by Wiślacy przeszli do kolejnej rundy, jak chyba nigdy wcześniej. Przed 90 minut siedziałam przed komputerem(bo nie było relacji telewizyjnej) i zaciskałam za nich kciuki. Po tym jak Levadia strzeliła bramkę puściły mi nerwy, wszystkie emocje wylały się razem z łazmi. Nigdy nie płakałam po meczu. Nigdy. A wtedy czułam, że Wisła zaprzepasciła wielką szansę, że nie zrobiła wszystkiego, by ten mecz wygrać. Z jednej strony byłam wściekła, z drugiej mega zrezygnowana. Starałam się ich zrozumieć. W zawód piłkarza wpisane są różne porażki, te niechlubne i te, o które nikt pretensjii nie ma. Przecież dla piłkarzy to ogromna szansa na zaprezentowanie się wielkim klubom. Na pewno chcieli wypaść jak najlepiej. Ale dlaczego zagrali bez zaangażowania? Dlaczego nie gryźli trawy, by wygrac ten mecz dla siebie i kibiców? Rózne pytania rodziły się w głowie. Teraz już o tym nie myślę. Trzeba zapomnieć o tym blamażu i walczyć w lidze, zdobyć mistrzostwo i pokazać niedowiarkom, że Wisła może awansować do Champions League. Trzeba zrobić wszystko, by na nowy stadion przyjeżdżały europejskie potęgi. Wierzę w to mocno i chciałabym, by rok 2010 był pasmem samych sukcesów. Także na arenie europejskiej, bo chyba tylko tego Wiślakom najbardziej brakuje.

 

poniedziałek, 23 listopada 2009

 

Wczoraj doznaliśmy kolejnej kompromitującej porażki. Kolejna porażka w arcyważnym meczu. Przegrana z Lechem, Legią i teraz z Cracovią. Czy Wisła nie umie już wygrywać ważnych meczy, prestiżowych? Ma umiejętności, by każdego w naszej lidze roznieść. Każdy zrozumie, gdy po walce, nieustępliwej walce, można przegrać mecz. Normalne, przecież to jest sport. Ale tak jak kiedyś powiedział Henryk Reyman, każdy oglądając mecz swojej ukochanej drużyny oczekuje, że piłkarze będą 'gryźć trawę', by wygrać mecz.

Na takie mecze jak z Legią, Lechem nikt nie powinien ich mobilizować. To jest walka o prestiż, powiększenie przewagi punktowej nad najgroźniejszym rywalem w walce o mistrzostwo. Jeśli oni nie zdają sobie z tego sprawy... Mecz z Cracovią, derby, 'Święta Wojna'. Sama nazwa powinna wyzwolić w nich taką chęć wygrania tego meczu, jak żaden inny rywal. Powinni zrozumieć, że grają dla kibiców. Wiernych i oddanych kibiców. Przecież po to by kibicować naszym piłkarzom, każdy poświęca swój wolny czas, pieniądze, daje z siebie wszystko na meczach. Gdyby nie fani, którzy tym żyją, chodzą na mecz, kupują oficjalne pamiątki, zarabialiby dwa tysiące złotych i zamartwiali się jak wyżywić rodzinę za te pieniądze. Sami powiedzcie - czym byłaby piłka nożna bez kibiców? Niczym. Dlatego boli mnie serce gdy oglądam taki mecz jak ten z Cracovią. Bez walki, bez ambicji naszych piłkarzy. Praktycznie żaden piłkarz nie dał z siebie 100%. Oczywiście nie można NIEKTÓRYM zarzucić, że się nie starali ( jak np Marcelo, Boguski czy Diaz). Dlaczego nie było tej walki, dla kibiców. Przecież tak powtarzali przed derbami, że chcą tym spotkaniem przeprosić swoich fanów za mecz z Legią. Przeprosili, nie ma co..

Teraz wszyscy możemy się zastanawiać, co dalej. Co z niektórymi piłkarzami ( ci, którzy nie wiedzą, że grają z Białą Gwiazdą na sercu, nie powinni grać w naszej drużynie), co z Maciejem Skorżą. Piłkarze i trener dostali już w tym sezonie duuuży kredyt zaufania. Po porażce z Levadią Tallin już na początku przygody Wisły z Ligą Mistrzów, kibice i prezes dali im drugą szansę. Kibice dalej wspierali swoich ulubieńców na meczach, Skorża dalej prowadził drużynę. Teraz nasuwa się pytanie, czy nie lepiej zrobić w szatni rewolucję. Skorżę bardzo szanuję, ale nie ma on twardej ręki. Nie potrafi posadzić na ławkę zawodnika, który gra słabiej, tylko dlatego, że mocną pozycję w drużynie, bo kiedyś coś tam zrobił. Paweł Brożek czy Patryk Małecki są w kiepskiej formie. Nie mówiąc już o Jopie, który nie powinien grać nawet na poziomie ekstraklasy. Trener jednak nic sobie z tego nie robi i dalej wystawia ich w wyjściowej jedenastce. Może warto dać szansę młodym jak Leszczak, Janik, Czekaj czy Chrapek. Im ambicji na pewno nie braknie..

Teraz piłkarze z trener powinni usiąść i pogadać jak faceci a nie jak dupy wołowe. Muszą powiedzieć sobie kilka mocnych słów, jeśli będzie trzeba to krzyknąć i przeklnąć. Bez tego ani rusz. Jeśli zrozumieją, że reprezentują Wisłę Kraków i Armię Białej Gwiazdy, wtedy może będziemy widzieli w nich ambicję i wolę walki od początku do końca. Aha, i niech zapamiętają jedno, niech te zdania będą wisiały u nich w szatni, niech czytają je przed każdym meczem, niech napiszą je tysiąc razy...

"Nikt nie wymaga od was samych zwycięstw.Czasem i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać od was ambitnej i nieustępliwej walki.Nie dopuście do tego,aby ludzie uznali was za niegodnych...podania reki..." - Henryk Reyman

poniedziałek, 19 października 2009

Gdy grał w Watfordzie, okrzyknięto go nadzieją angielskiej bramki. Grał tam przez dwa lata, prezentując się całkiem przyzwoicie. Nie zachwycał, grał po prostu na przyzwoitym poziomie. Jak każdy bramkarz, miał świetne interwencje i takie o których chciałby jak najszybciej zapomniec. Po wypożyczeniu, wrócił do Manchesteru. Poważna kontuzja, jeden sezon z głowy. Wszyscy o nim zapomnieli, do czasu...

Van Der Sar doznał kontuzji, a zastępujący go Kuszczak dostał czerwoną kartkę w meczu FA Cup z Portsmouth. Bliżej nieznany nikomu Foster musiał zagrać z Derby Country w Premier League. Zagrał świetnie, był chwalony przez media, przez samego Fergusona. SAF w kolejnym spotkaniu postawił na Polaka a ten odwdzięczył mu się kapitalną grą z Boltonem. Hierarchia bramkarzy została jednak zachowana. Kolejny sezon już nie był taki jak poprzedni. Tomek musiał walczyć z Fosterem o nr 2 w United. Fergie nie chciał od początku określić, kto jest drugi po Edwinie. Polak i Anglik grali naprzemiennie. Tomek grał bez błysku, ale nie popełniając błędów. Foster odwrotnie. Mecze z Celtickiem w LM czy z Blackburn w Carling Cup mu zdecydowanie nie wyszły. W Pucharze Ligi Angielskiej, Czerwone Diabły szły jak burza i awansowały do finału. SAF od początku powiedział, że postawi w meczu z Tottenhamem na tych, którzy grali we wcześniejszych fazach. To samo tyczyło się bramki. Edwin nie znalazł się kadrze meczowej i Ferguson wybierał między Fosterem a Kuszczakiem. Wybrał tego pierwszego. Obronił karnego O'Hary i został wygrany graczem meczu. Czy powinien? Nie bardzo. Fakt, ten obroniony karny trochę ustawił konkurs rzutów karnych. To, że nie ma karnych obronionych, są tylko źle strzelone, pasuje jak ulał do tego co stało się w pierwszej kolejce. Dobra, nie będę umniejszać jego zasług jeśli chodzi o ten mecz.

Angielskie media i Fergie wręcz rozpływali się pisząc i mówiąc o Fosterze.Anglicy dawno nie miali bramkarza, który byłby zaliczany do czołówki światowej czy chodź by europejskiej. Na siłę szukają kogoś, kto mógłby tą dziurę w bramce załatać na lata. Tak było z Kirklandem czy z Robinsonem. Czy tak samo będzie z Fosterem? Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tak.

Ferguson oczywiście w niego bezgranicznie wierzył ciągle na niego stawiał. W przedsezonowych meczach, Ben 'kochają mnie angielskie media' Foster grał koszmarnie. Trudno nazwać to, co zrobił w Azjii z Malaysia XI. Przecież ten koleś nie umie nawet przyjąć piłki! Pokazał to już nie raz. Tomek z kolei prezentował się przyzwoicie, powiedziałabym, że zawet bardziej niż przyzwoicie. Skończyło się tourniej w Azjii, przyszedł czas na kolejne, Audi Cup. Pierwszy mecz z Boca Juniors zagrał Tomek i mógł być z pewnością zadowolony ze swojej gry. W następnym meczu z Bayernem Monachium grał już VDS. Niestety w jednym z rzutów karnych, tak niefortunnie odbił piłkę, że złamał kość w ręce. Wyrok - dwa miesiące przerwy. Moja pierwsza myśl - na kogo postawi teraz Ferguson? Nie chciał nic zdradzić, powiedział, że Tomek i Ben zagrają po połowie z Valencią i wtedy zadecyduje. Foster nie miał zbyt dużo pracy, za to Tomek... Interwencje, cud marzenie. Kapitalna, fantastyczna interwencja zaraz na początku drugiej połowy. Angielscy komentatorzy poźiej po kilka razy powtarzali, jaką to interwencją popisał się Polak. Fergie po meczu chwalił Tomka i powiedział, że w meczu z Chelsea wystawi tego, który prezentuje obecnie lepszą formę. Skoro tak powiedział, to pomyślałam, że w końcu Kuszczak dostanie prawdziwą szansę. Jak się przed meczem z Chelsea okazało, chyba nie chodziło o formę sportową... Jak wytłumaczyć fakt, że SAF wystawił Fostera, który grał koszmarnie we wcześniejszych meczach? Chciał strzelić sobie samobója? Najwyraźniej, bo jak pokazał ten mecz, Fergie popełnił duuuży błąd. A co było po meczu? Angielscy kibice byli tak wściekli na niego, że pisali na forum United by manager Czerwonych Diabłów jak najszybciej sprzedał Fostera i postawił na Kuszczaka. Fergie natomiast dalej wygłaszał swoje tezy na temat Fostera i jaki to on nie jest fantastyczny. Przyszły kolejne mecze, bez większych wpadek. W meczy z Volves w Carlig Cup swoją szansę dostał Tomek i ponownie grał świetnie. Fergie w swoim stylu go chwalił, ale dał jasno do zrozumienia, ze w kolejnym spotkaniu zagra "nadzieja angielskiej bramki". I w końcu przyszedł ten mecz z Manchesterem City. Poprostu katastrofa. Nie można inaczej opisać gry angielskiego bramkarza. Później kolejny mecz z Sunderlandem. Błąd za błędem.

Bo czy bramkarz klasy światowej, według Fergusona, popełnia błędy w każdym meczu? Czy bramkarz, który ma zostać nr 1 w Anglii i w United powinien rozgrywać dobry mecz, tylko wtedy, gdy nie ma praktycznie nic do roboty? Każdy świetny bramkarz powinien grać najlepiej w tych najważniejszych meczach. On zawalił dwie bramki w derbowym meczu z City, czy następnie kolejną bramkę z Sunderlandem. Nie wspominając już o dwóch zawalonych golach z Chelsea w meczu o Tarczę Dobroczynności. Nie wiem, może on jest słaby psychicznie (oczywiście nie dla Fergusona) i po prostu nie wytrzymuje ciśnienia. Może jest za słaby by grać w takim wielkim klubie jak Manchester United, gdzie oczekuje się świetnej gry i zwycięstw? Chyba tak, bo jak wytłumaczyć coś takiego.

Następnego dnia, po meczu z 'Czarnymi Kotami', angielskie gazety rozpisywały się o tym, że Ferguson w końcu stracił cierpliwość. Według nich, po meczu SAF użył swojej "suszarki" w stronę Fostera. W sumie nie dziwię mu się, gdyby faktycznie tak postąpił. Inny manager już dawno straciłby cierpliwość. Zdziwiło mnie to, że w ostatnim meczu z Boltonem na ławce usiadł Tomek. Foster, jako nr 1 w United pod nieobecność Edwina, powinien się na niej znaleźć, normalna kolej rzeczy. Chyba, że Fergie naprawdę stracił cierpliwość i zrozumiał, że to co pokazuje Foster to totalna klapa i (Tomkowi może buty czyścić) jest wyraźnie słabszy od Kuszczaka? Mam nadzieję, że tak. Chociaż teraz to i tak jest mniejszy problem. Wrócił niekwestionowany nr 1, Van Der Sar i o  pozycję bramkarza w United można być spokojnym. Przynajmniej do czasu kiedy Edwin będzie musiał odpocząć lub (odpukać) złapie kolejną kontuzję. Uważam, że Kuszczak o wiele bardziej zasługuje na szansę. Zawsze gra dobrze, pewnie, potrafi bronić w nieprawdopodobnych sytuacjach. A ta pożal się Boże angielska nadzieja, potrafi tylko puszczać nieprawdopodobne szmaty. Nie jest od Tomka lepszy, każdy to widzi. Ale dlaczego nie widzi tego Fergie? Bo chce by Foster pojechał ze swoją narodową kadrą n MŚ? Bo może odczuwa presję ze strony mediów czy działaczy by wypromować Anglika, w co bardzo wątpie? Chyba, że w każdym meczu, w którym gra Ben, Ferguson ma klapki na oczach lub zaparowane okulary? Albo najzwyczajniej w świecie jest jego pupilkiem. Ale ile można tolerować takie coś. Foster nie zasługuje by grać w takim klubie jak United, by wybiegać na Old Trafford w koszulce Czerwonych Diabłów. Wydaje mi się, że SAF robi mu po prostu krzywdę, stawiając na niego, mydląc mu oczy słowami, że jest lata świetlne przed innymi angielskimi bramkarzami. Robi mu krzywdę tak samo jak Stefan Majewski zrobił Polczakowi, wystawiając go w pierwszej jedenastce na pożarcie Czechom. I jeden i drugi na to nie zasługują. Foster powiniem zostać jak najszybciej sprzedany, póki jeszcze ktoś głupi chciał wydać na niego spora kasę. Bardzo bym chciała by Tomek Kuszczak dostał swoją szansę i aby Ferguson próbował wprowadzać go do wyjściowego składu. Bo wszystko wskazuje na to, iż Edwin zakończy po tym sezonie karierę i ktoś będzie musiał go zastąpić. Foster się do tego nie nadaje, Polak jak najbardziej. On potrzebuje tylko zaufania i regularniej gry. Pamiętacie jak Kuszczak grał w WBA? Grał kapitalnie i to zaowocowało tym, że Fergie zwrócił na niego uwagę, by w końcu go sprowadzić na Old Trafford. Liczę na niego. Chcę, by w Manchesterze United z jedynką na plecach występował Polak, że będzie grał regularnie, że będzie strzegł bramki United we wszystkich najważniejszych meczach. Wierzę w to, że Alex pójdzie po razum do głowy i wyrzuci Klopstera a postawi na Tomka, bo ten chłopak na prawdę na to zasługuje...

 

sobota, 26 września 2009

Wczorajsze powołania trenera reprezentacji Polski, Stefana Majewskiego trochę mnie oburzyły. Niektóre zaproszenia na zgrupowanie są mocno kontrowersyjne. Bo czy ktoś przewidywał, że na mecze z Czechami i Słowacją  zostaną powołani Jarosław Bieniuk, który gra w I ligowym Widzewie i tam niezbyt się wyróżnia, Polczak, Pawelec, Janczyk, Kowalewski Dudek czy Przyrowski? Chyba nie...

Nie zostali powołani np. Boruc, Żewłakow, Dudka czy Krzynówek. Co do piłkarza Hannoveru zgodzę się w 100%. Brak tego zawodnika na pewno pomoże naszej reprezentacji. Bo powiedzmy sobie szczerze, czy dawał coś pozytywnego naszej reprezentacji? Chyba tylko same błedy w obronie i straty piłek. Boruc natomiast chyba potrzebował przerwy od kadry. Co mecz z orzełkiem na piersi to puszczona szmata. Z pewnością nie tego wymagaliśmy od bramkarza, który jest uznawany za jednego z najlepszych w tym fachu. Słowa, że Borubar zawalił nam eliminacje są troche przesadzone. Fakt grał fatalnie, ale gdyby inni piłkarze grali dobrze to byc może teraz bylibyśmy w innym położeniu.

Ale powoływanie Kowalewskiego czy Przyrowskiego? Mamy lepszych bramkarzy od nich. Dudek zasługuje na powołanie, tymbardziej pod nieobecność Boruca i kontuzjowanego Fabiańskiego. Ale są jeszcze dwa miejsca, które Majewski z Młynarczykiem powinni lepiej obsadzić. Mówili, że Dudek nie gra regularnie, ale trenuje z najlepszymi piłkarzami świata. A Kuszczak? On niby mniej zasługuje na powołanie? A czym różni się ławka Arsenalu czy Realu od ławki w Manchesterze? Niczym. Tylko jest kwestia gry. Tomek dostaje szanse gry, np. w Carling Cup tak jak w środowy wieczór z Volverhampton. Zagrał świetnie. Był pewny, miał kilka bardzo dobrych interwencji i po tym co pokazywał ostatnio Foster (w szczególności z City) powinien stać w bramce United. Dlaczego tak nie jest? Bo SAF chce wepchnąć do angielskiej bramki Bena ' nikt mi nie podskoczy' Fostera. Tylko chyba wystawiając go do bramki coraz bardziej go pogrąża. Czy Capello oglądając mecz derby Manchesteru z trybun postawi na Klopstera? Wątpie. Nawet się nie zdziwię, jakby na następne mecze reprezentacji Anglii Foster został w domu a w jego miejsce Capello powołał np. Joe Harta, który się naprawdę wyróżnia w Birmingham.  Nie to co Foster, który z każdym meczem pokazuje, że w ogóle nie zasługuje na żadną kolejną szansę w United. Dostał ich tyle, ale praktycznie każdą zmarnował. Zresztą jak Foster pojedzie na MŚ to będzie góra 3 bramkarzem. O nr 1 będą walczyc Green z Jamesem a Foster będzie tylko statystował. I dziś w meczu ze Stoke SAF znowu postawi na niego. A co powiedział? " Tomek zagrał bardzo dobrze, ale postawię na Bena bo nie ma doświadczenia i to on wystąpi w następnym meczu." To co on musi zrobić w tej bramce, żeby Fergie w końcu zrozumiał? Chyba sie powiesić...

A wracając do obsady bramki. Słyszał ktoś coś o wyczynach Kowalewskiego w Iraklisie. Chyba nikt. Nawet w mediach już się o nim nie mówi i nie pisze. Z całym szacunkiem dla niego, nie powinien zostać powołany, nawet jak gra regularnie. To może powołać Cabaja bo wcześniej grał regularnie, tylko w ostatnim meczu usiadł na ławce? Nie róbmy sobie jaj z reprezentacji. Bo nawet jeśli awans jest niemożliwy to wynik i gra kadry pójdzie w świat. Chyba kibice nie chcą się po raz kolejny wstydzić naszych 'kopaczy' z reprezentacji. Przyrowski? To nie jest już ten sam piłkarz, który grał w Groclinie. Po fuzju Polonii i klubu z Grodziska Wielkopolskiego wyraźnie spóścił z tonu. Zagrał tylko jedno dobre spotkanie z Arką i to wszystko. A zachwicanie się nad jego jedną interwencją w końcówce meczu jest mocno przesadzone. Fakt, była to dobra, a nawet bardzo dobra interwencja, ale mimo wszystko dobry goalkeeper powinien coś takiego bronić. Nie była to mocna piłka, ale szła tuż przy słupku, leciała na idealnej wysokości. Przyrowski nawet nie zrobił kroku w kierunku piłki. Położył się tylko i wyciągnął rękę. Uważam, że Tomek Kuszczak powinien zostać powołany i bronić w tych ostatnich meczach eliminacji. Trenerzy mówili, że Tomek jest pod ich baczną obserwacją i być może zostanie powołany w przyszłości. Tylko, że on jest potrzebny teraz a nie w przyszłości. Zresztą na powołanie zasłużył też Załuska.  Ostatni mecz w Pucharze Ligi też był dobry w jego wykonaniu. Skład bramkarzy powinien wyglądać tak: Tomek Kuszczak, Jerzy Dudek, Łukasz Załuska.

Obrona. Bieniuk, Polczak, Pawelec. Czym oni sobie zasłużyli by grać w reprezentacji? No i tu jest problem. Bo powołanie Głowackiego to bardzo dobry ruch ( grał kapitalnie w każdym meczu Wisły), to te powołania... Powiem tylko, że bardzo kontrowersyjne.

Po raz kolejny nie zostaje powołany Piotrek Brożek. To jest najlepszy lewy obrożna w lidze a z nowy jest pomijany przy ustalaniu składu reprezentacji. Zawsze jest wyróżniającym się piłkarzem Białej Gwiazdy, świetnie broni i włącza się w akcje ofensywne. Takiego piłkarza potrzebuje nasza kadra. Zresztą to samo tyczy się Małeckiego. Gra świetnie w lidze, strzela bramki, jest wyróżniającym się piłkarzem nie tylko Wisły, ale i całej Ekstraklasy. Powinien byc w grupie 26 piłkarzy, którzy zagrają te dwa ostatnie mecze eliminacyjne. Fakt, młodzieżówka ma ważne mecze el. ME, ale gdyby w każdej reprezentacji selekcjonerzy pytali swoich kolegów po fachu z młodzieżówki, kogo z młodszych piłkarzy mogą powołac, to nikt mający mniej niż 21 lat w seniorskiej kadrze by nie grał. Zresztą Grosickiego powołał, a to właśnie ten duet był motorem napędowym U-21.

Janczyk? Włodzimierz Lubański mówił, że ' Murzyn' jest kontuzjowany. Jest w tym jakiś sens? Po co powoływać piłkarza, który prawdopodobnie nie przyjedzie na zgrupowanie? Raczej nie. To też dowodzi, że nie z wszystkimi zawodnikami kontaktował się Majewski. Zapewniał, że rozmawiał z każdym zawodnikiem, który może zostać powołany do kadry Polski.

Podsumowując. Miało nie być rewolucji, a rewoluja była. 'Doktor' powołał piłkarzy, którzy nie byli brani pod uwagę. Nawet w prasowych spekujacjach. Nie wiem czego teraz można się spodziewać po tej reprezentacji. Czy to będzie konpromitacja jak jak kadry Leo z Irlandią Płn. czy ze Słowenią? Czy może zobaczymy zupełnie inną, dobrze grającą reprezentacje Majewskiego? Nie wiem, czy te zmiany wyjdą naszym piłkarzą na dobre. Zobaczymy już niedługo..

czwartek, 17 września 2009

Jeszcze niedawono biegał po boiskach Ekstraklasy w barwach Arki. Jeszcze niedawno uzawano go za jednego z najbardziej zasłużonych piłkarzy polskiej ligi. 30 sierpnia został zatrzymany po meczu z Zagłębiem Lubin. Nikt się nie spodziewał, że CBA zatrzyma takiego piłkarza, dwukrotnego mistrza Polski, zdobywcy Pucharu Polski i pucharu ligi z Wisłą Kraków. Potem jednak przeszedł do Zagłębia, gdzie wszystko się zaczęło...

O kogo chodzi? O Grzegorza Nicińskiego. Media mówią, że chodzi głównie o mecz z RKS Radomsko, który zakończył się wynikiem korzystnym dla Zagłębia. Niciński występował w tym meczu, zresztą jak wielu innych piłkarzy, którymi prokuratura we Wrocławiu już się zajęła. Co ciekawe, sędzia tego spotkania, Sławomir Berezowski został już dawno skazany za ustawianie meczy Arki Gdynia. Teraz Grzegorz Niciński postanowił zakończyć karierę. Jak powiedział "ostatnie wydarzenia, których był uczestnikiem i chęć nie wiązania Klubu, którego jest wychowankiem z ich skutkami". Mógł pomyśleć o tym wcześniej i całego zamieszania by nie było.

Mnie intryguje jedno pytanie. Dlaczego piłkarze, którzy zarabiają bardzo dużo, przyjmują lub dają pieniądze, za to by wygrać mecz. Jeśli się nie jest w stanie wygrać meczu na boisku, bark w bark, noga w nogę z przeciwnikiem to niech zakończą karierę! Po co piłkarz zaczyna karierę piłkarską? By zarobić kase na awansie? Jak ktoś chce ciągnąć kasę na prawo i lewo to niech idzie do polityki. Zresztą to samo tyczy się sędziów, prezesów, trenerów i działaczy piłkarskich. Dlaczego prezes danego klubu idzie do sędziego by ten 'pomógł' im wygrać mecz. Płaci mu za to dużą kase. Czy nie lepiej kupić za te pieniądze piłkarzy, którzy pomogą drużynie awansować ligę wyżej czy zdobywać puchary? Wyraźnie nie...

Ostatnio bardzo głośno o piłkarzach zamieszanych w aferę korupcyjną. Piotr Reiss, Grzegorz Niciński, Rafał Grzyb i ostatnio Jarosław Lato z Polonii Warszawa, który został zwolniony z klubu, gdyż pan Wojciechowski nie chce by jego klub łączono z korupcją. To najbardziej znani piłkarze, którzy są zamieszani w korupcję. Jest ich nie mało. Zwłaszcza w niższych ligach. Od razu nasuwa się pytanie. Czy kibice, którzy płacą za bilety i idą oglądać mecz na stadionie lub ci, którzy siedzą przed telewizorem zasłużyli sobie na to, by co chwila słuchać kogo nowego zatrzymano? Mówi się, że piłka nożna jest dla kibiców. A czy ktoś chce oglądać mecze naszej ekstraklasy, gdzie po boiskach biegają piłkarze, którzy nie są fair wobec wszystkich i sprzedawali lub kupowali mecze? Nie. Niestety korupcja towarzyszy polskiej piłce od zawsze i niestety raczej nie prędko się to zmieni. Cieszy fakt, że prokuratura we Wrocławiu z tym walczy, że zatrzymuje piłkarzy trenerów i działaczy z uznanymi i głośnymi nazwiskami. To znaczy, że działają w dobrym kierunku. Te wszystkie korupcyjne zarzuty to działania sprzed kilku lat. Mam nadzieję, że teraz polska piłka jest coraz bardziej czysta i jak idę na mecz to nie oglądam piłkarzy, którzy za niedługo będą siedzieć za kratkami.

I co teraz będzie z Renault? Takie pytanie z pewnością stawiają sobie kibice Formuły 1. Falvio Briatore i Pat Symonds zostali wczoraj zwolnieni z Renault F1 Team. Czy to było przyznanie się do winy? W zeszłym roku na GP Singapuru miał miejsce 'dziwny zbieg okoliczności'. Alonso miał ogromnego pecha w kwalifikacjach i ruszał do wyścigu pod koniec stawki. Nikt nie dawał mu szans na dobry wynik. Jak się później okazało, strategia była bardzo agresywna. Mało paliwa na starcie, by Ferdek mógł się przebić chociaż o kilka pozycji. Tylko tor w Singapurze to tor uliczny i ciężko jest tam wyprzedać. Musiał się zdarzyć cud, by Alonso faktycznie z końca stawki nagle awansował o kilkanaście pozycji. Gdy Alonso zjechał bardzo wcześnie na swój pit stop, po wyjeździe na tor nagle rozbił się, w dość niebezpiecznym miejscu Nelson Pique. Nastąpiła neutralizaja, bolidy jechały za samochodem bezpieczeństwa. Tylko kierowca Reanult był już w boksach. Wszyscy po kolei zjechali do boxów, wtedy kiedy one były zamknięte, więc dostali kare przejazdu przez aleje serwisową( w tym Kubica, któremu zrujnowało to wyścig). Alonso wysunął się na czoło stawki i jak dobrze wiemy, prowadzenia już nie oddał. Tylko czy to był cud zaplanowany? Myślę, że tak. Wszystko wyszło najaw niedawono, znaczy się po zwonieniu Piqueta z Reanult. Ten pewnie chciał się zemścić i powiedział co nie co FIA. Teraz nie wiadomo, co czeka team, czy będą jeździć jeszcze w F1, co z Kubicą, który był głównym kandydatem do zastąpienia Alonso?

W internecie można przeczytać wiele prasowych spekulacji na ten temat. Jedni przedstawiają rozmowy, gdzie Flavio jest wkurzony na Nelsinho za to, że znowu rozbił samochów, inni jeszcze przedstawiają spotkanie pomiędzy Briatore, Alonso i Piquetem mające na celu ustalić najlepszą 'taktykę' na wyścig. Wczorajsze zwylnienia utwierdziły mnie w przekonaniu, że ta druga wersja jest bardziej prawdopodobna. Gdyby wszystko było ok, Flavio i Pat dalej pracowali by w Renault i dowodzili swojej niewinności. Tylko co robi teraz FIA. Czy wyrzucą Renault z F1, czy dadzą mu drugą szansę, uwzględniając to, że żałują i już pozbyli się sprawców tego całego zamieszania? Pewnie niedługo się dowiemy.


Na myśl przychodzi mi też jeszcze jedno pytanie. Dlaczego taki kierowca jak Alonso, dwukrotny mistrz świata maczał w tym palce? Rozumiem, że mógł być rozczarowany po kwalifikacjach, że miał świetny samochód, a tylko awaria samochodu pozbawiła go dobrej pozycji na starcie w wyścigu itp. Ale czy tak powinien się zachować mistrz świata? Z pewnością nie. Kierowca szanujący siebie nie powinien się godzić na taką nieczystą grę. Teraz 'afera singapurska' będzie miała swój koniec 21 września w Paryżu. Wtedy to zapadnie ostateczna decyzda w sprawie Renault.

Jakie ma to znaczenie dla Kubicy? A ma i wydaje się, że całkiem duże. Przecież Robert jest wymieniany, jako główny kandydat do miejsca w Renault na przyszły sezon. Jeśli Renault zostanie wykluczone z F1, Polak straci jedna alternatywę na przyszły sezon. Gdyby tak się stało, wtedy wchodzi w grę inna opcja. Ich miejsce zajmie nowy-stary zespół Sauber-Qadbak. Wtedy Robert będzie mógł zostać w zespole, spatkobiercy BMW Sauber. Myślę, że Kubica nie będzie miał problemów ze znalezieniem zespołu na nowy sezon i wybierze najlepszą opcję. Niedawno przecież Ferrari bardzo chciało Roberta jako zastępcę dla Felipe Massy, niepozwoliło im BMW. Przecież nie jest wykluczone, że Robert w przyszłym sezonie lub w 2011 roku ubierze czerwony kombinezon lub zostanie kierowcą np Brawn GP, najlepszego tegorocznego zespołu . Już nie raz przekonaliśmy się, że w F1 wszystko jest mozliwe. Wszyscy mówią, że Alonso ma już kontrakt w Ferrari. A może Ferdek, jako jeden ze sprawców 'afery singapurskiej', straci w oczach szefów Ferrari i dojdą do wniosku, że ocust nie jest godny w jeździł w żywej legendzie F1? Składy zespołów powinny być już niedługo przedstawiane, że więc z czasem będzie coraz mniej niewiadomych. Punktem kulminacyjnym w tzw 'silly season' może być decyzja o przyszłości Renault F1 Team.

poniedziałek, 14 września 2009

Wczorajszy wieczór zapamiętam na długo, jak wszyscy polscy kibice. Po kapitalnym meczu z Bułgarią, wszyscy śledziliśmy wynik meczu Francja-Rosja. Głosy były podzielone, jeśli chodzi o najlepszego rywala w finale dla Polaków. Niektórzy chcieli spotkać się z Rosjanami, inni z Francją, którą pokonaliśmy na otwarcie turnieju. Gdy było wiadomo, że w finale spotkamy się z Francuzami, miałam mieszane uczucia...

Fakt, pewnie odniesione zwycięstwo w I fazie turnieju. To jednak nic nie znaczyło, bo każdy mecz jest inny. Francuzi z meczu na mecz grali coraz lepiej i pewniej. Szczerze? Bardzo bałam się tego meczu. Cały czas miałam w pamięci ME w 2007 roku naszych siatkarek. W fazie grupowej Serbia nie sprawiła nam żadnych kłopotów. W półfinale było już zupełnie inaczej...

Cały dzień oczekiwania na pierwszy gwizdek sędziego głównego. 19:30. Wreszcie nasi zawodnicy wyszli na parkiet. Pierwsze piłki nerwowe, walka punkt za punkt. Trójkolorowi odskakują na trzy punkty. Serce biło mi bardzo mocno, ale w tym momencie myślałam, że mi wyskoczy z klatki piersiowej. Ulga po tym, jak nasi zawodnicy wygrali seta. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie. Wiele fantastycznych akcji, obron, zagrywek. Po drugim secie wiedziałam, że złoto będzie nasze. Wiedziałam, że mimo słabej gry w trzecim secie, nasi siatkarze nie pozwolą wygrać tego Francuzom. Ostatnia partia bardzo nerwowa. Dwa punkty przewagi Polaków i znowu remis. Modliłam się, żeby to się wreszcie skończyło. Po każdej akcji żywiołowo reagowałam, ale po ostatnim ataku Piotrka Gruszki oszalałam. Zwariowałam, dałam się ponieść emocjom. Widząc tych chłopaków, który o mały włos zabrakłoby w Turcji, uśmiech sam pojawiał się na twarzy, a łzy cisnęły się do oczu. Tak samo jak podczas hymnu. Piękne, wzruszające chwile. Często nie płaczę, rzadko mi się to zdarza, ale w tym momencie, jak każda kobieta zakochana po uszy w sporcie, popłakałam się.

Brak Wlazłego, Winiarskiego czy Świderskiego nie pozwalało myśleć realnie o złocie. Fakt, grupa była teoretycznie najsłabsza. Teoretycznie, bo jak się w półfinale przekonał Nikołov, wcale słaba nie była. Większość chciała po prostu dobrej gry chłopaków. Jak wszyscy dobrze wiemy, ta gra była fantastyczna, tak samo jak wynik końcowy. Od początku turnieju widać było tą chemie w polskiej drużynie. Była dobra atmosfera, wiara we własne umiejętności. I co bardzo ważne, był i dalej jest świetny trener, Daniel Castellani. Nie można o nim zapomnieć, bo ma duży udział w sukcesie polskiej reprezentacji.

Piotrek Gruszka MVP turnieju, Paweł Zagumny najlepszym rozgrywającym. Zdecydowanie na to zasłużyli. Nasz atakujący, oprócz pierwszego mecz, zawsze był motorem napędowym całego zespołu. Można było na niego liczyć w trudnych sytuacjach. 'Guma'- wiadomo. Profesor. Nikt inny nie mógł dostać tej nagrody.

13 września 2009. Ten dzień zapisze się w historii polskiej siatkówki, a kibice będą pamiętać go do końca życia. Ja jestem dumna z polskich siatkarzy. Grali z pełnym zaangażowaniem, zostawili serce na boisku. Naprawdę. W takich chwilach jestem dumna, że jestem Polką. Tym bardziej, że ostatnio piłkarze dostarczają nam samych zmartwień...Co ja gadam, piłkarze są teraz nieważni! Siatkarze to duma Polski i Polaków! Wielkie brawa dla nich! Teraz mam tylko nadzieję, że nasze siatkarki powtórzą sukces swoich kolegów po fachu;).

niedziela, 13 września 2009

JEST!! UDAŁO SIĘ!!

TO CO WYDAWAŁO SIĘ NIEMOŻLIWE PRZED MISTRZOSTWAMI, STAŁO SIĘ FAKTEM!! JESTEŚMY MISTRZAMI EUROPY!! BRAWO DLA TYCH CHŁOPAKÓW! WIELKIE, WIELKIE BRAWA!

niedziela, 06 września 2009

Polska Reprezentacja w siatkówce mężczyzn świetnie rozpoczęła Mistrzostwa Europy w Turcji. Zwycięstwa nad Francją, Niemcami i Turcją napawają wielkim optymizmem przed drugą fazą grupową. Szczególnie styl w jakim te zwycięstwa zostały odniesione. Przekonywujące zwycięstwa nas silnymi zespołami pozwalają myślec, że Grecja, Hiszpania czy Słowacja nie będą stanowić dla nas problemu. Nie powinny. Chodź jak powszechnie wiadomo, w sporcie nic nie wiadomo;). Faworyci nie zawsze odnoszą zwycięstwa, lecz ja i wszyscy polscy kibice wierzą, że to nie spotka nasza reprezentacje. Tym bardziej, że po wczorajszym meczu Polski z Irlandią Płn., fani biało-czerwonych potrzebują wielkiego sukcesu.

 

Półfinał na wyciągnięcie ręki?

 

Polska jest liderem grupy. Grecja też ma na koncie dwa zwycięstwa, ale gorszy bilans setów. Tak naprawdę to nie ma żadnego znaczenia. Trzeba wygrać pozostałe trzy mecze i nie oglądać się na rywali tak jak reprezentacja Beenhakkera. Rywale niezbyt wymagający. Obrońca tytułu nie jest w najlepszej formie. Grają dość przecięstnie i tak grająca Polska drużyna nie powinna mieć problemów. Tym bardziej z Grecją czy Słowacją. Te drużyny, jak każde, mogą stważać zagrożenie dla faworytów spotkania. Przecież nie podłożą się i nie podarują nam dwóch punktów. Słowację pokonaliśmy już w Gdyni w el.MŚ. Jak to się mówi, godzinka z prysznicem. Grecja jest groźna, ale gdy zagramy na swoim wysokim poziomie, to nie będzie problemów.

 

Medal?

 

Taki cel postawili sobie nasi siatkarze jeszcze przed ME. Gdyby nie kontuzje naszych podstawowych zawodników, Wlazłego, Świderskiego i Winiarskiego, wszyscy mówili by, że medal musi być. Teraz? Teraz wszyscy liczą po cichu, że uda się coś z Turcji przywieźć. Teraz to tacy zawodnicy jak Bartek Kurek czy Kuba Jarosz będą stanowić o sile naszej reprezentacji. W obwodzie zostaje jeszcze Zbyszek Bartman i Michał Ruciak, który na arenie międzynarodowej grają od tegorocznej Ligi Światowej. Zresztą to samo można powiedzieć o Kurku czy jaroszu. Zresztą Bartek i Kuba cały sezon przesiedzieli na ławce Skry Bełchatów, wychodząc na sporadyczne akcje. Kto by pomyślał, że będą wiodącymi zawodnikami reprezentacji Polski.

 

Podsumowanie

 

Polska Reprezentacja ma niepowtarzalną szansę, żeby awansować do półfinału Mistrzostw Europy. Nikt nie ma tak otwartej drogi do strefy medalowej. To nasz zespół ma teoretycznie najłatwiejszych rywali. Już w pierwszej fazie jeden z faworytów, Włochy, Serbia lub Bułgaria straci praktycznie szanse na awans do półfinału. To pokazuje, jak dobrze trafiliśmy. W prawdzie Francja i Niemcy, których pokonaliśmy do słabych zespołów nie należą. Drużyna Castellaniego jest mocno zmobilizowana, by do kraju przywieść medal, by setku kiboców witali ich na lotnisku. Dawno nie widziałam tak skoncentrowanych chłopaków i głodnych gry. Jest przede wszystkim wiara i dobra dyspozycja, która pozytywnie ich nakręca. Jeśli awansują do półfinału, może być już tylko lepiej. Mogą tak uwierzyć w swoje umiejętności i w to upragnione złoto, że trudno będzie ich zatrzymać. Piękny scenariusz, mam nadzieję, że możliwy. Bardzo chciałabym, by Polacy przywieźli medal. Tym bardziej, że jedyny sukces w ostatnich latach to srebro MS w 2006 roku. Mam nadzieję, że pokaża swoją siłę i ogromny potencjał. Pierwszy mecz drugiej fazy rozgrywek już we wtorek. Z niecierpliwością czekam na ten mecz. Już teraz zachęcam do trzymania kciuków za naszych chłopaków;).

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4